Ładowanie wpisu
Ładowanie wpisu
8 października 2026 / Aktualności
Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zadeklarowała podczas ostatnich obrad sejmu, że partia Lewica wzmacnia związki zawodowe. Słowa te padły podczas ostrej wymiany zdań z posłami Razem. Dla niezależnego ruchu związkowego spory między partiami są wtórne wobec wyzwań, z którymi mierzy się on na co dzień w zakładach pracy. A deklaracja ministry o wzmacnianiu związków zawodowych pada w okresie, gdy związki w Polsce są zwalczane na sposoby niespotykane w tym ustroju oraz w innych krajach Unii Europejskiej. Ruch związkowy dzisiaj dosłownie walczy o przetrwanie po niemal czterdziestu latach osłabiania go przez kolejne władze III RP. Bądźmy poważni, prawda jest taka że dzisiejsza Polska to kraj o niemal najsłabszych związkach zawodowych w całej Europie. Pozostajemy na szarym końcu zarówno pod względem liczby podjętych strajków, liczby układów zbiorowych, liczby osób należących do związków i każdej innej miarodajnej statystyki.
Taki stan to podstawowy warunek utrzymania Polski jako zaplecza taniej siły roboczej dla Unii Europejskiej. Obecna gospodarka UE opiera się na socjalnym dumpingu, a nasz kraj jest liderem dumpingu na kontynencie. Nie widać z ław sejmowych? Zapraszam jako kierowca do trasy po magazynach w UE 4 tygodnie z rzędu w podwójnej obsadzie na wydłużonej dobie roboczej do 30h. Nie spotkacie w całej Europie ani jednego Niemca czy Francuza pracującego w takich warunkach uwłaczających ludzkiej godności, walczącego o spanie na parkingu z toaletą. Zachodnia Europa stoi na naszych barkach. Nie mamy czasu klepać polityków po plecach gdy ten czas spędzamy na szukaniu ciepłej wody w kranie.
Niezależne związki zawodowe nie akceptują tak upokarzającej roli Polski w Unii. Właśnie dlatego w ostatnich latach nad Wisłą wyspecjalizowały się zorganizowane grupy prawnicze zwalcząjące aktywność związkową. Za działalność w Polsce jesteśmy zwalniani, brani głodem i obciążani lawiną sądowych pozwów. Piszący ten tekst ma aktualnie 7 spraw sądowych karnych, cywilnych i wykroczeniowych związanych z udziałem w organizacji strajku. Działacze innych związków otrzymują podobne pozwy, wyjęte z podręcznika do Union Bustingu.
Dlaczego na całą Polskę zamieszkałą przez prawie czterdzieści milionów ludzi i karmioną mitem Solidarności, bywają lata, gdy strajków odbywa się nie więcej niż trzy? Bo w Wolnej Polsce 2026 strajk wszczynasz w akcie głębokiej desperacji, prowadzisz odzierany z godności, a wygrywasz tak, żeby ci się odechciało więcej wygranych. Lider zwycięskiego strajku w fabryce kominów Jeremias w 2025, Mariusz Piotrowski, do dziś nie wrócił do pracy – dyrekcja zakładu drugi rok bezkarnie bojkotuje kolejne postanowienia sądów i PIP. Polskie państwo w tym czasie przyznało tej dyrekcji rekordowe dopłaty na rozwój mocy produkcyjnych w pobliskim zakładzie karnym, gdzie do produkcji wykorzystuje się setki więźniów, a związki zawodowe są przez państwo zakazane. W dzisiejszej Polsce prywatne firmy przenoszą produkcję do więzień w rekordowym tempie bo tam do pensji dopłaca im rząd.
W ciągu ostatniej kadencji sejmu, nasz i inne związki korzystają z interwencji zespołu ministry pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk w konfliktach z nieuczciwymi zarządami firm. Walka z umowami śmieciowymi przez wzmocnienie Inspekcji Pracy to również kierunek, który wzmacnia związki zawodowe – związkowcy na śmieciówce są pierwsi do zwolnienia. Ale efekty ostatniej reformy PIP zależą też właśnie od tego, czy związki zawodowe w Polsce są wystarczająco silne i niezależne od pracodawców. Tylko wtedy mogą korzystać z kolejnych uprawnień inspekcji i walczyć ze śmieciówkami na polu zakładów pracy. Żaden przepis prawa pracy w Polsce nie wstanie z papieru by walczyć za ludzi.
Gorzkie doświadczenia wielu zakładowych organizacji związkowych świadczą o tym, że ani interwencje Ministry Pracy i jej partii, ani działania opozycji, nie zatrzymują szerszej tendencji do coraz ostrzejszych prób niszczenia związków zawodowych i bojkotowania państwowych instytucji mających chronić prawa związkowców.
Trzeba więcej zmian systemowych
Miejsce Polski w ramach podziału pracy w Europie wynika wprost z regulacji na poziomie polskiego państwa. Inicjatywa Pracownicza działa ponad barwami związkowymi aby móc skutecznie walczyć z zalewem represji i kryminalizacji działalności – o przetrwanie ruchu związkowego. Nieuczciwi pracodawcy w całej Polsce stosują bowiem ten sam zestaw narzędzi zastraszania i zwalczania związkowców. Firmy union-bustingowe wszędzie podobnie próbują paraliżować negocjacje płacowe i dotyczące warunków pracy.
Walka związków z torpedowaniem ich działalności w Polsce dziś nie przekłada się wystarczająco na wprowadzanie systemowych zmian ze strony Lewicy. Nie przekłada się nawet na publikacje rządowych raportów na temat powszechnego procederu zwalczania organizacji związkowych. Dzieje się tak, mimo że związki w szerokim porozumieniu proponują konkretne zmiany i stale zgłaszają ministerstwu pracy problemy z Union Bustingiem.
Tymczasem to właśnie polskie władze państwowe dają pracodawcom jedno z głównych narzędzi paraliżowania działalności związkowej i utrudniania negocjacji na rzecz poprawy warunków pracy. Taką funkcję pełni dziś Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, regulująca negocjacje i strajk, a zakorzeniona jeszcze w ustawach okresu stanu wojennego i autorytarnych rządów Wojciecha Jaruzelskiego.
Rządy z udziałem Lewicy w Polsce zbiegły się z 35. rocznicą wprowadzenia tej represyjnej ustawy. Kto inny jak nie Lewica deklarująca, że wzmacnia związki, ma próbować uwolnić prawo do strajku od ustawy o sporach, zwanej przez związkowców Lex Jaruzelski. Kto jeśli nie Lewica w rządzie ma walczyć o uzależnienie kar PIP od obrotów firm na wzór UOKiK i Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Od kogo w sejmie mamy oczekiwać, aby ukrócił działalność wyspecjalizowanych organizacji union-bustingowych, które dziś polskie państwo haniebnie finansuje poprzez ulgi podatkowe dla pracodawców.
Lewica nie może odwracać wzroku od związkowych postulatów wzmacniania samoorganizacji pracowniczej. Aby jakaś partia w polskim sejmie mogła powiedzieć, że realnie „wzmacnia związki zawodowe”, musi zacząć podmiotowo traktować postulaty tych związków i przekładać je na projekty systemowych zmian. Dziś Lewica nie odnosi się nawet do gotowych projektów ustaw napisanych przez związki, jak choćby projekt zmian wspomnianej ustawy o sporach, przygotowany przez szerokie porozumienie ponad barwami organizacji.
Rząd Donalda Tuska z Lewicą chce jawić się jako europejski i demokratyczny w przeciwieństwie do autorytarnej prawicy. Ale dopóki za tego rządu demokracja wciąż kończy się za bramami zakładów pracy, pozostanie mu daleko do uzyskania miana władzy, która wzmocniła związki zawodowe i wyrwała Polskę z roli dostawcy najtańszej siły roboczej dla firm w UE. Trzeba znacznie więcej, aby odwrócić tendencję prowadzącą do zapaści ruchu związkowego w Polsce. My wiemy co robić. Pytanie czy Lewica w rządzie jest gotowa o to walczyć.
Obecnie, wobec braku woli politycznej, związki zawodowe same ruszyły ze zbiórką podpisów pod inicjatywą zmiany ustawy o sporach zbiorowych (więcej na strajkuj.pl). Jeśli lewicowe partie są za słabe by samodzielnie przeforsować takie zmiany w sejmie, to niech kupią sobie długopisy, wyjdą na ulice jak zwykli ludzie i zbiorą wystarczające poparcie. To pomoże ocalić i rozwinąć ruch związkowy bardziej niż sejmowe kłótnie.
Bartek Kurzyca
komisja krajowa OZZ Inicjatywa Pracownicza
kierowca zawodowy pod Amazon