Ładowanie wpisu
Ładowanie wpisu
13 października 2026 / Aktualności
Mariusz Piotrowski – członek Inicjatywy Pracowniczej i lider wygranego strajku w Jeremias, nielegalnie zwolniony w trakcie sporu zbiorowego – 12 października 2026 r. wygrał w sądzie z dyrektorem Jeremias. Za Mariuszem stał Zespół Prawny OZZIP o budżecie ponad tysiąckrotnie mniejszym od firmy union-bustingowej wynajętej przez dyrektora firmy (i z lubością wynajmowanej przy innych dyrektorów). Publikujemy komentarz Zespołu Prawnego OZZIP.

Marta Rozmysłowicz, Zespół Prawny OZZIP
Wygraliśmy z prawnikami-milionerami (znów). Wczoraj zapadł wyrok sądu I instancji: Mariusz Piotrowski lider zakładowej komisji w Jeremias ma być przywrócony do pracy. Sąd nie miał wątpliwości, jakimi intencjami kierował się szef tego niemieckiego koncernu: zwalniając Mariusza próbował utrudnić działalność naszego związku w zakładzie.
Ta wygrana ma dla mnie szczególne znaczenie. Aby inni prawnicy związkowi mogli z niej skorzystać, jako zespół prawny IP utworzymy i udostępnimy bazę orzeczeń wraz z uzasadnieniami z wygranych spraw pracowniczych i związkowych. Dziękuję Piotrowi Krzyżaniakowi za wsparcie tej sprawy zwłaszcza na sali rozpraw. Nasz zespół prawny ma budżet ponad tysiąckrotnie mniejszy od firm union-bustingowych, ale wygrywamy z tymi firmami w sądach, a każda wygrana wzmacnia Inicjatywę Pracowniczą i polski ruch związkowy.
Główną przyczyną dyscyplinarki dla Mariusza miało być to, że jako Zakładowy Społeczny Inspektor Pracy nakazał zatrzymać linię lakierniczą w fabryce ze względu na zagrożenie wybuchem. Chciał ocalić zdrowie i życie ludzi. Ale szef Jeremias uznał, że to nie kierownictwo dopuściło się rażącego zaniedbania. To związkowiec, Mariusz, miał być winny bo zdecydowanie sprzeciwił się bezmyślnemu zaniedbaniu. To on, dbając o ludzi ponad zyski, miał, uwaga: „naruszyć obowiązek przestrzegania przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy”! Zarzucono Piotrowskiemu, że nadużył swoich uprawnień, że skorzystał z nich „instrumentalnie” aby podburzyć pracowników w trakcie sporu.
Było zupełnie odwrotnie – zarząd zwolnił Mariusza bo chciał zastraszyć innych przyszłych społecznych inspektorów pracy, aby nie zgłaszali poważnych naruszeń w obawie o to, że sami zostaną ukarani tak, jak Piotrowski. Szef chciał też zastraszyć innych pracowników, aby zrezygnowali z dbania o swoje zdrowie i z prób poprawy warunków pracy. Trzeba pamiętać, że to pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bhp w zakładzie pracy. Ta odpowiedzialność jest bezwarunkowa.
W tle trwał spór zbiorowy prowadzony przez Inicjatywę Pracowniczą. Szef liczył, że jak zwolni Mariusza to pracownicy zrezygnują. Ale pracownicy nie odpuścili. Ten spór wynikał właśnie z tego, że zdaniem pracowników szef traktował ich gorzej niż bezimienne maszyny do zużycia. Pracownicy Jeremias wybrali strajk, bo walczyli o swoje zdrowie. Szef ich zlekceważył. Dlatego przegrał strajk. Pycha kroczy przed upadkiem.
To nie jest żaden koniec walki. Mariusz nadal nie jest wpuszczany na zakład. Do pracy nie jest też dopuszczany Dariusz Modrzejewski, który jako pierwszy nagłaśniał problemy BHP na lakierni. Niemiecki koncern od ponad roku nie wykonuje postanowień sądu nakazujących dalsze zatrudnianie Mariusza i Darka. Niemiecki zarząd spółki-matki nigdy słowem nie potępił działań polskich podwładnych. Przeciwnie, dalej zatrudnia firmy union-bustingowe aby zasypywać pozwami naszych związkowców. To wielki wstyd, że nasze państwo pozwala na to, aby światowe i lokalne koncerny bojkotowały jego postanowienia.
Trzeba znacznie więcej, abyśmy mówili o sprawiedliwości dla pracowników w Jeremias i w Polsce. Ale cieszmy się małymi sukcesami w tych ciemnych czasach dla ruchu związkowego
Piotr Krzyżaniak, Zespół Prawny OZZIP
Wczoraj (12 października 2026 r.) zakończyła się przed sądem pierwszej instancji, tj. Sądem Rejonowym Poznań–Grunwald i Jeżyce w Poznaniu, sprawa z powództwa Mariusza Piotrowskiego przeciwko Jeremias Sp. z o.o. o przywrócenie do pracy. Sąd uwzględnił powództwo i przywrócił Mariusza do pracy na dotychczasowych warunkach. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
Mariusz został zwolniony dyscyplinarnie 3 kwietnia 2025 r., niedługo po wejściu zakładowej organizacji OZZ Inicjatywa Pracownicza w spór zbiorowy z pracodawcą. Spór ten zakończył się podpisaniem porozumienia po skutecznie przeprowadzonym, sześciotygodniowym strajku, w wyniku którego załoga wywalczyła 700 zł podwyżki wynagrodzeń.
Osiągnięcie porozumienia nie zakończyło jednak sprawy Mariusza, który jako przedstawiciel zakładowej organizacji związkowej był jedną z osób szczególnie zaangażowanych w ten konflikt. Bez jego determinacji, także tej okazywanej już po zwolnieniu, być może w ogóle nie doszłoby do strajku. Pracodawca zdecydowanie sprzeciwiał się jego przywróceniu do pracy.
Za co zwolniono Mariusza Piotrowskiego?
W oświadczeniu o rozwiązaniu umowy o pracę pracodawca wskazał dwie przyczyny.
Po pierwsze, Mariusz Piotrowski, pełniący funkcję zakładowego społecznego inspektora pracy (ZSIP), miał przez około dwa tygodnie zwlekać z przekazaniem informacji o zagrożeniu życia i zdrowia pracowników lakierni, na której występowały wyładowania elektrostatyczne. Dopiero po upływie tego czasu miał dokonać wpisu do zakładowej księgi zaleceń i uwag, zalecając wstrzymanie pracy na lakierni do czasu usunięcia zagrożenia.
Po drugie, 5 marca 2025 r. miał nie stawić się w pracy, „samowolnie” korzystając ze zwolnienia od świadczenia pracy na wykonywanie działalności związkowej. Tego dnia uczestniczył wraz z innymi członkami prezydium zakładowej organizacji związkowej w posiedzeniu tego organu. Pracodawca twierdził jednak, że nie wyraził zgody na udzielenie mu zwolnienia w tym terminie.
Co istotne, Mariusz był pracownikiem szczególnie chronionym zarówno na podstawie art. 32 ust. 1 ustawy o związkach zawodowych, jak i art. 13 ust. 1 ustawy o społecznej inspekcji pracy. Pracodawca wystąpił do związku o zgodę na rozwiązanie z nim umowy o pracę, jednak organizacja odmówiła jej udzielenia. Mimo to doszło do zwolnienia.
Państwowa Inspekcja Pracy, która prowadziła wówczas kontrolę w zakładzie, uznała rozwiązanie umowy za niezgodne z obydwoma wskazanymi przepisami i skierowała wniosek o ukaranie osoby odpowiedzialnej za naruszenie prawa.
Co wykazała kontrola Państwowej Inspekcji Pracy?
Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy wykazała szereg poważnych nieprawidłowości dotyczących bezpieczeństwa pracy na lakierni.
Inspektorzy stwierdzili między innymi, że przeprowadzona przez pracodawcę w 2020 r. ocena zagrożenia wybuchem była niekompletna. Nie oszacowano w niej prawdopodobieństwa wystąpienia i uaktywnienia źródeł zapłonu, w tym wyładowań elektrostatycznych na zawieszkach lakierniczych, ani rozmiarów przewidywanych skutków wybuchu.
Pracodawca nie sporządził również wymaganego dokumentu zabezpieczenia przed wybuchem, nie oznakował prawidłowo przestrzeni zagrożonych wybuchem i nie przeprowadził wymaganych szkoleń pracowników dotyczących ochrony przed wybuchem.
W związku z tym PIP nakazała pracodawcy między innymi uzupełnienie oceny ryzyka wybuchowego, określenie przewidywanych skutków wybuchu, sporządzenie dokumentu zabezpieczenia przed wybuchem, ustalenie, czy stosowane urządzenia i instalacje mogą być bezpiecznie użytkowane w atmosferze wybuchowej, odpowiednie oznakowanie stref zagrożenia oraz przeszkolenie pracowników.
Nakazano również uzupełnienie instrukcji BHP dotyczących procesu malowania oraz usunięcie innych stwierdzonych nieprawidłowości.
Co szczególnie ważne, PIP odnotowała, że po zaleceniu Mariusza Piotrowskiego pracodawca wprowadził dodatkowe kontrole przewodności zawieszek lakierniczych, przeprowadzane sześć razy dziennie. Z zeznań pracowników lakierni wynikało natomiast, że po interwencji Mariusza warunki pracy uległy poprawie.
Pozwana przyjęła przy tym dość osobliwą strategię procesową. Z jednej strony jej przedstawiciele twierdzili, że zalecenie wstrzymania pracy na lakierni było nieuzasadnione, ponieważ wcześniej usunięto już usterkę uziemienia i pracownikom nic nie zagrażało. Z drugiej strony pozwana podtrzymywała zarzut, że Mariusz przez około dwa tygodnie zwlekał z ujawnieniem informacji o istotnym zagrożeniu życia i zdrowia pracowników.
Wyrok przywracający do pracy nie kończy jeszcze konfliktu
Sąd przywrócił wczoraj Mariusza Piotrowskiego do pracy na dotychczasowych warunkach. Zasądził również od pozwanej na rzecz Skarbu Państwa równowartość opłaty sądowej od pozwu, od której powód był ustawowo zwolniony.
Sam wyrok prawdopodobnie nie zmieni jednak od razu sytuacji Mariusza.
Powód korzysta już z zabezpieczenia roszczenia, udzielonego na podstawie art. 755⁵ § 1 k.p.c., polegającego na nakazaniu pracodawcy dalszego zatrudniania go do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Pracodawca wypłaca mu wynagrodzenie, ale nie dopuszcza go faktycznie do wykonywania pracy na terenie zakładu.
Z tego względu sąd zagroził pozwanej nakazaniem zapłaty na rzecz Mariusza 300 zł za każdy dzień niewykonywania obowiązku. Następnie, wobec dalszego niedopuszczania go do pracy, nakazał pozwanej zapłatę 66 900 złotych za okres do maja 2026 r. To ostatnie postanowienie zostało zaskarżone przez pracodawcę i nie jest jeszcze prawomocne.
Nie spodziewam się, żeby już jutro pracodawca dopuścił Mariusza do pracy. Spodziewamy się również apelacji od dzisiejszego wyroku.
Co powiedział sąd w ustnych motywach wyroku?
Przed ogłoszeniem wyroku, podczas mowy końcowej, zwracałem między innymi uwagę na to, że:
„Zasadniczym problemem nie jest to, że wskutek zalecenia powoda praca lakierni została wstrzymana na trzy godziny. Zasadniczym problemem są raczej te setki, a być może tysiące godzin, podczas których pracownicy wykonywali pracę przy niekompletnej ocenie ryzyka wybuchu, bez wymaganych szkoleń i bez pełnego rozpoznania zagrożeń występujących na ich stanowiskach pracy”.
Pełnomocnik pozwanej podnosił natomiast między innymi, że trudno sobie wyobrazić powrót Mariusza do zakładu i jego dalszą współpracę z przełożonymi, z którymi wszedł w konflikt, szczególnie po rozwiązaniu umowy o pracę i dalszej polaryzacji relacji w zakładzie.
Sąd nie podzielił tej argumentacji.
W ustnych motywach wyroku sędzia wskazała przede wszystkim, że informacja o zagrożeniach na lakierni była powszechnie znana. Wiedza o występujących wyładowaniach elektrostatycznych nie była ograniczona do Mariusza Piotrowskiego.
Sąd zwrócił uwagę na sprzeczność polegającą na tym, że o problemach wiedziało wiele osób, a mimo to konsekwencje za brak wcześniejszej reakcji poniósł tylko powód.
Za niewiarygodne uznał zeznania przedstawicieli pracodawcy, którzy utrzymywali, że nie wiedzieli o występujących zagrożeniach.
Dostrzegł również kolejną sprzeczność w argumentacji pozwanej. Pracodawca z jednej strony przedstawiał zatrzymanie lakierni jako poważny problem finansowy, z drugiej natomiast zarzucał powodowi, że nie doprowadził do zatrzymania linii wcześniej.
Sędzia bardzo pozytywnie odniosła się także do zeznań Zbigniewa Kaszuby, byłego inspektora Państwowej Inspekcji Pracy, który w przeszłości współpracował z Jeremias przy odbiorze linii lakierniczej. Mariusz konsultował z nim zagrożenia na lakierni, przedstawiając mu wraz z jednym z pracowników nagranie wyładowań elektrostatycznych. Kaszuba uznał sytuację za na tyle niebezpieczną, że zalecił niezwłoczne podjęcie działań zmierzających do zatrzymania linii.
Sąd odniósł się również do argumentu pozwanej, że późniejsza kontrola PIP nie wykazała konieczności przeprowadzania określonych napraw urządzeń na lakierni.
Jak wyjaśniła sędzia, mogło to wynikać z faktu, że przyczyny nieprawidłowości zostały już usunięte po interwencji powoda, choćby poprzez kompleksową wymianę łańcuchów. Pozwana nie wykazała natomiast, kiedy rzeczywiście usunięto problemy z wyładowaniami elektrostatycznymi, o których zeznawali pracownicy.
Sam fakt, że podczas późniejszej kontroli nie stwierdzono konieczności naprawy określonych elementów urządzenia, nie dowodzi więc, że wcześniej nie występowały nieprawidłowości.
Sąd podkreślił ponadto, że zakładowy społeczny inspektor pracy nie był pierwszą osobą, która powinna dostrzec zagrożenia występujące na lakierni. Obowiązek ich rozpoznania i zapewnienia bezpieczeństwa pracy spoczywał przede wszystkim na pracodawcy.
Odnosząc się do drugiej przyczyny zwolnienia, dotyczącej godzin związkowych, sędzia podzieliła argumentację strony powodowej dotyczącą obowiązujących od 2019 r. przepisów. Wyjaśniła, że zmiana terminów zwolnienia od pracy na wykonywanie działalności związkowej wymaga porozumienia pracodawcy z organizacją związkową. Pracodawca nie może dokonać takiej zmiany jednostronnie.
Pismo pozwanej z 24 lutego 2025 r., zawierające prośbę o przeplanowanie terminów godzin związkowych, nie stanowiło takiego porozumienia.
Sąd nie podzielił również twierdzeń pracodawcy dotyczących problemów z zastępstwami i dezorganizacji pracy. Z materiału dowodowego wynikało bowiem, że zadania nie były przypisane wyłącznie konkretnym pracownikom i możliwe było ich wykonywanie przez inne osoby.
Na zakończenie ustnych motywów wyroku sędzia bardzo mocno podkreśliła, że zwolnienie Mariusza Piotrowskiego miało na celu utrudnienie działalności związkowej.
To chyba najważniejszy wniosek płynący z dzisiejszego rozstrzygnięcia. Sąd nie ograniczył się do stwierdzenia naruszenia przepisów o szczególnej ochronie stosunku pracy. Odniósł się także do rzeczywistego celu działania pracodawcy.
Na pisemne uzasadnienie i prawomocne zakończenie sprawy przyjdzie jeszcze poczekać. Dzisiejszy wyrok stanowi jednak bardzo ważne rozstrzygnięcie nie tylko dla Mariusza, ale również dla pozostałych pracowników Jeremias i działającej tam organizacji związkowej.
Na koniec chciałbym podziękować przede wszystkim Mariuszowi Piotrowskiemu za jego determinację w walce o prawa i bezpieczeństwo innych pracowników, także wówczas, gdy sam ponosił z tego powodu bardzo dotkliwe konsekwencje.
Dziękuję również Marcie Rozmysłowicz, z którą wspólnie prowadziliśmy tę sprawę i która wniosła ogromny wkład merytoryczny w przygotowanie argumentacji i prowadzenie postępowania. Niestety nie mogła być obecna na dzisiejszej rozprawie i osobiście wysłuchać ustnych motywów wyroku.
Osobne podziękowania należą się Zbigniewowi Kaszubie, byłemu inspektorowi Państwowej Inspekcji Pracy, który mimo przejścia na emeryturę nadal dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, wspierając społecznych inspektorów pracy w działaniach na rzecz bezpieczeństwa pracowników.